Koszykarz Adam Hrycaniuk, wieloletni reprezentant Polski, zbliża się do zakończenia kariery sportowej. W rozmowie z RMF FM opowiedział o swoich studenckich czasach w USA, wyzwaniach związanych z nauką języka i genezie swojego pseudonimu „Bestia”.
Adam Hrycaniuk swoje pierwsze kroki w poważnej koszykówce stawiał za oceanem, spędzając dwa lata w junior college, a następnie studiując na Uniwersytecie w Cincinnati. Przyznaje, że choć brakowało mu talentu na miarę NBA, czas ten był niezwykle wartościowy. Początki były trudne, zwłaszcza ze względu na barierę językową – Hrycaniuk pojechał do USA, praktycznie nie znając angielskiego, mimo że w szkole średniej uczył się niemieckiego.
Aby utrzymać stypendium i móc grać w drużynie, musiał osiągać odpowiednie wyniki w nauce. Miał jednak wsparcie systemu, nauczycieli i korepetytorów. Wybrał kierunek kryminalistyka, który nie był zbyt wymagający, co pozwalało mu pogodzić naukę z intensywnymi treningami koszykarskimi.
Po powrocie z USA Hrycaniuk związał się z Asseco Arką Gdynia, grając w czołowej polskiej drużynie i występując w Eurolidze. Czuł się komfortowo w polskiej lidze i nie palił się do zagranicznych wyjazdów, które wiązałyby się z koniecznością zaczynania od nowa. Po pięciu latach w Gdyni, zbliżając się do trzydziestki, szukał stabilizacji, co doprowadziło go do Zastalu Zielona Góra.
W Zielonej Górze zdobywał medale i grał w europejskich pucharach. Wspomina, że być może to uśpiło jego czujność i nie szukał aktywnie wyjazdów. Jedyny epizod zagraniczny w Valencii utwierdził go w przekonaniu, że ma pewne mankamenty, które w silniejszych ligach mogłyby go ograniczać. Wrócił do Polski, by cieszyć się grą.
Mimo zbliżającego się końca kariery, Hrycaniuka wciąż napędza pasja do koszykówki. Po 25 latach gry trudno jest zakończyć karierę, a koledzy radzą mu kontynuować grę, dopóki nie ma poważnych kontuzji. Obecnie gra w Gdyni, gdzie mieszka z rodziną, pomagając młodym zawodnikom i ciesząc się grą, choć wiek już pewne rzeczy ogranicza.
Pseudonim „Bestia” przylgnął do niego podczas pierwszego sezonu w Gdyni po powrocie z USA. Jego fizyczna i agresywna gra na przedsezonowym obozie, która skutkowała drobnymi urazami rywali, sprawiła, że Ronnie Burrell nadał mu ten przydomek. Hrycaniuk przyznaje, że dziś już bardziej śmieje się na to przezwisko, ale w środowisku koszykarskim jest ono nadal funkcjonujące.
Źródło: https://www.rmf24.pl/sport/news-adam-hrycaniuk-dla-rmf-fm-marzylem-o-tym-ale-bylem-daleko-od,nId,8053873